14 sierpnia 1980 : dzień, w którym wszystko się odwróciło
Tego ranka jest gorąco w Gdańsku. Przed bramą Stoczni im. Lenina napięcie jest wyczuwalne. Anna Walentynowicz, szanowana przez wszystkich suwnicowa, właśnie została zwolniona na pięć miesięcy przed emeryturą. Jej przestępstwo: złożenie kwiatów pod pomnikiem robotników zabitych w grudniu 1970 roku. Czara goryczy się przepełniła.
Krępy mężczyzna z gęstym wąsem przeciska się przez tłum. Lech Wałęsa, były elektryk stoczni, zwolniony kilka lat wcześniej za działalność związkową, wspina się na mur ogrodzenia i dołącza do robotników wewnątrz. Wchodzi na koparką i zabiera głos. Jego głos niesie się daleko. Robotnicy słuchają. Strajk zostaje ogłoszony. Aby umieścić to wydarzenie w szerokim kontekście dziejów Polski, warto zapoznać się z naszym historycznym wywiadem o 1000 latach Polski.
Nikt tego dnia nie zdaje sobie sprawy ze znaczenia tego, co właśnie się zaczęło. Ani robotnicy, ani komunistyczne władze, ani nawet Moskwa. To, co rodzi się w tej stoczni omywanej bałtyckimi wiatrami, wstrząśnie imperium, przeobrazi mapę Europy i udowodni całemu światu, że garść zdeterminowanych mężczyzn i kobiet może obalić ustalony porządek — bez jednego wystrzału.
Oto historia Solidarności.
Kontekst : Polska pod komunistycznym jarzmem
Aby zrozumieć eksplozję 1980 roku, trzeba cofnąć się w historii. W 1945 roku Polska wychodzi z II wojny światowej zrujnowana. Sześć milionów jej obywateli zginęło, w tym trzy miliony polskich Żydów. Warszawa leży w gruzach. A „wyzwolenie” przez Armię Czerwoną nie przynosi wolności — instaluje komunistyczny reżim podporządkowany Moskwie.
Przez trzydzieści pięć lat Polska żyje pod ciężką pięścią Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR). Gospodarka jest planowana, prasa zakneblowana, opozycja tłumiona. Ale naród polski nigdy do końca nie akceptuje swojej niewoli. Kolejne dekady naznaczone są buntami, każdy brutalnie tłumiony, każdy pozostawiający blizny i lekcje.
W czerwcu 1956 roku robotnicy Poznania wychodzą na ulice, domagając się chleba i wolności. Wojsko strzela do tłumu: co najmniej 57 ofiar śmiertelnych. W grudniu 1970 roku przychodzi kolej na robotników Wybrzeża — Gdańska, Gdyni, Szczecina — którzy powstają przeciwko gwałtownemu podwyżce cen żywności. Milicja otwiera ogień przed stoczniami. Oficjalny bilans mówi o 44 zabitych; rzeczywista liczba jest prawdopodobnie wyższa. W czerwcu 1976 roku strajki w Radomiu i Ursusie zostają stłumione z niesłychaną brutalnością: pobicia, masowe zwolnienia, doraźne procesy.
Lecz każda represja rodzi nowe formy oporu. Po 1976 roku intelektualiści zakładają KOR (Komitet Obrony Robotników), tworząc bezprecedensowy most między światem robotniczym a inteligencją. Tajne uniwersytety, pisma samizdatowe, kółka dyskusyjne kwitną w całym kraju. Polska uczy się organizować w cieniu. Nieświadomie przygotowuje się do wielkiego powstania.
Iskra z Gdańska
Zwolnienie Anny Walentynowicz to ostatnia kropla. Ale to surowy charyzmat Lecha Wałęsy przekształca lokalny strajk w ruch ogólnokrajowy. Od pierwszych dni rozumie, że tym razem wszystko musi potoczyć się inaczej. Żadnej przemocy. Żadnych barykad. Robotnicy pozostają wewnątrz stoczni, organizują komitety, przyjmują zagranicznych dziennikarzy. Kapłani przychodzą odprawiać mszę między żurawiami.
Strajk rozprzestrzenia się jak pożar. W ciągu kilku dni ponad 200 zakładów w regionie jest sparaliżowanych. Zostaje powołany Międzyzakładowy Komitet Strajkowy (MKS) z Wałęsą na czele. Robotnicy sporządzają listę 21 postulatów — dokument, który przejdzie do historii. Zawiera prawo do tworzenia wolnych związków zawodowych, wolność słowa, uwolnienie więźniów politycznych, prawo do strajku, dostęp do mediów dla organizacji religijnych.
Władza jest zaskoczona. Po raz pierwszy nie może po prostu wysłać czołgów. Cały świat ma oczy zwrócone na Gdańsk. Zachodnie kamery filmują bramę stoczni ozdobioną kwiatami i wizerunkami Czarnej Madonny z Częstochowy.
31 sierpnia 1980 roku, po osiemnastu dniach strajku, wicepremier Mieczysław Jagielski podpisuje Porozumienia Gdańskie z Wałęsą. To historyczna chwila. Po raz pierwszy w kraju bloku sowieckiego władza uznaje prawo pracowników do swobodnego organizowania się. Wałęsa podpisuje olbrzymim długopisem ozdobionym portretem Jana Pawła II. Zdjęcie obiegnie cały świat.
17 września 1980 roku niezależny związek zawodowy Solidarność zostaje oficjalnie założony. Jego logo, zaprojektowane przez Jerzego Janiszewskiego, przedstawia czerwone litery ściśnięte jedna przy drugiej, jak tłum w marszu. Stanie się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli XX wieku.

10 milionów członków w ciągu roku
To, co następuje potem, jest bezprecedensowe w historii światowego ruchu robotniczego. W ciągu niecałego roku Solidarność skupia dziesięć milionów członków — w kraju liczącym trzydzieści pięć milionów mieszkańców. Robotnicy, chłopi, nauczyciele, studenci, lekarze, inżynierowie: wszystkie warstwy polskiego społeczeństwa dołączają do ruchu. To coś znacznie więcej niż związek zawodowy. To cały naród, który powstaje.
Solidarność staje się przestrzenią wolności w systemie przymusu. Dyskutuje się tu, debatuje, wydaje gazety, organizuje wystawy. Ruch wypracowuje własne demokratyczne struktury, własne zasady funkcjonowania. Wynajduje na żywo to, czym mogłaby być wolna Polska. Więcej o mentalności, która to umożliwiła, w wywiadzie z antropologiem o polskim charakterze.
W Moskwie niepokój narasta. Leonid Breżniew rozważa interwencję militarną, jak w Pradze w 1968 roku. Na granicach polskich odbywają się manewry Układu Warszawskiego. Ale Kreml się waha. Doświadczenie afgańskie, rozpoczęte rok wcześniej, pokazuje granice brutalnej siły. A Polska to nie Czechosłowacja: przy dziesięciu milionach zdeterminowanych związkowców każda interwencja grozi przerodzeniem się w rzeź.
Stan wojenny — 13 grudnia 1981
Cios przychodzi ostatecznie od wewnątrz. W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku generał Wojciech Jaruzelski ogłasza stan wojenny. Czołgi zalewają ulice Warszawy. Linie telefoniczne zostają przecięte. Wprowadzona jest godzina policyjna. W ciągu kilku godzin siły bezpieczeństwa aresztują tysiące działaczy Solidarności, poczynając od Wałęsy.
Związek zostaje zdelegalizowany. Jego lokale są zamknięte, publikacje skonfiskowane, konta zablokowane. Kraj jest objęty zarządem wojskowym. Obrazy polskich ulic pełnych opancerzonych pojazdów przypominają najczarniejsze godziny okupacji.
Ale Solidarność nie ginie. Ruch schodzi do podziemia i kontynuuje walkę. Tajne drukarnie drukują miliony ulotek i biuletynów. Radio Solidarność nadaje z nadajników ukrytych w mieszkaniach. Regionalne struktury odbudowują się w cieniu. Podziemnym związkiem kieruje Zbigniew Bujak, który przez ponad cztery lata ukrywa się przed policją, chroniony przez sieć zwykłych obywateli.
Stan wojenny nie łamie oporu. Wzmacnia go. Każde aresztowanie tworzy nowych działaczy. Każdy zakaz rodzi nowe formy protestu. Polacy noszą w klapach rezystory elektryczne — symbol oporu. Zapalają świece w oknach trzynastego każdego miesiąca. Bojkotują oficjalne media.
Papież Polak
W tej próbie Polska dysponuje potężnym sojusznikiem. 16 października 1978 roku kardynał Karol Wojtyła z Krakowa zostaje wybrany papieżem pod imieniem Jana Pawła II. Po raz pierwszy od ponad czterech wieków następca Piotra nie jest Włochem. Jest Polakiem — i nie boi się tego okazywać.
Jego pierwsza wizyta w Polsce, w czerwcu 1979 roku, jest sejsmicznym wydarzeniem. Miliony Polaków tłoczą się, by go słuchać. W Warszawie, na placu Zwycięstwa, wypowiada słowa, które brzmią jak grzmot: „Nie lękajcie się!” To nie są tylko słowa duchowe. To wezwanie do godności, do wewnętrznego oporu, do odrzucenia strachu, który podtrzymuje dyktatury.
Jan Paweł II nie poprzestaje na przemówieniach. Za kulisami dyplomacja watykańska pracuje niestrudzenie. Papież utrzymuje kanał komunikacji z Moskwą i Waszyngtonem. Moralnie i materialnie wspiera polski opór. Gdy ogłoszony jest stan wojenny, potępia represje z taką stanowczością, która zaskakuje kancelarie dyplomatyczne. Jego głos przekracza granice, uniemożliwiając światu zapomnienie o tym, co dzieje się w Polsce.
Historyk Timothy Garton Ash napisze później, że bez Jana Pawła II nie byłoby Solidarności; bez Solidarności nie byłoby Gorbaczowa; bez Gorbaczowa nie byłoby upadku Muru. Formuła jest może uproszczona, ale oddaje głębszą prawdę: papież Polak był jednym z najpotężniejszych katalizatorów końca komunizmu.
Okrągły Stół i wybory 1989 roku
Lata mijają. Stan wojenny zostaje oficjalnie zniesiony w 1983 roku, ale Solidarność pozostaje zdelegalizowana. Polska gospodarka pogrąża się w kryzysie. Niedobory mnożą się. W 1988 roku nowa fala strajków wstrząsa krajem. Władza rozumie, że nie może już rządzić samodzielnie.
W lutym 1989 roku, w historycznym geście, rząd zgadza się zasiąść przy tym samym stole co Solidarność i negocjować przyszłość kraju. Rozmowy te, znane jako Okrągły Stół, trwają dwa miesiące. Kończą się bezprecedensowym kompromisem: w czerwcu odbędą się częściowo wolne wybory. Jedna trzecia miejsc w Sejmie zostanie otwarta na rywalizację, a także wszystkie miejsca w przywróconym Senacie.
4 czerwca 1989 roku — tego samego dnia, tragiczna ironia historii, co masakra na placu Tiananmen w Chinach — Polacy głosują. Wynik jest druzgocący. Solidarność zdobywa 99 ze 100 miejsc w Senacie i wszystkie sporne miejsca w Sejmie. Partia komunistyczna zostaje upokorzona. Przesłanie jest jasne: cały naród głosował przeciwko reżimowi.

24 sierpnia 1989 roku Tadeusz Mazowiecki, katolicki intelektualista i historyczny doradca Solidarności, zostaje premierem Polski. To pierwszy niekomunistyczny szef rządu w bloku wschodnim od ponad czterdziestu lat. Niemożliwe właśnie się stało.
Efekt domina
To, co dzieje się w Polsce, nie pozostaje w Polsce. Wyłom otwarty przez Solidarność poszerza się z zawrotną prędkością.
W maju 1989 roku Węgry zaczynają demontować żelazną kurtynę na granicy z Austrią. Tysiące Niemców ze Wschodu tędy przerywają na Zachód. 9 listopada 1989 roku, zalane przez presję ludową, władze wschodnioniemieckie otwierają Mur Berliński. Cały świat patrzy zdumiony, jak Berlińczycy tańczą na tej betonowej ścianie symbolizującej podział Europy. Historię tego portowego miasta ukazuje nasz przewodnik po Gdańsku i Wybrzeżu Bałtyckim.
W Czechosłowacji Aksamitna Rewolucja zmiatá reżim komunistyczny w listopadzie 1989 roku. Václav Havel, dramaturg i dysydent, zostaje prezydentem. W Rumunii upadek jest gwałtowniejszy: dyktator Nicolae Ceaușescu zostaje obalony i rozstrzelany w grudniu 1989 roku. W Bułgarii, Albanii, krajach bałtyckich ruch rozprzestrzenia się wszędzie.
W niecałe dwa lata blok sowiecki się rozpada. Sam Związek Radziecki przestanie istnieć 26 grudnia 1991 roku. Zimna Wojna, która przez cztery dekady trzymała świat w napięciu, kończy się bez nuklearnej konflagracji. To, czego nikt nie ośmielał się wyobrazić, stało się rzeczywistością. Bieżące wydarzenia gospodarcze i kulturalne współczesnej Polski, dziedziczki tej transformacji, śledzi na bieżąco serwis Courrier Pologne.
A wszystko zaczęło się od elektryka, który wspiął się na mur.
Dziedzictwo Solidarności
Dziś Europejskie Centrum Solidarności stoi w Gdańsku, na miejscu dawnej stoczni. Ten spektakularny budynek, którego fasada przypomina zardzewiałą kadłub statku w budowie, mieści muzeum opowiadające epopeję Solidarności. Goście z całego świata przyjeżdżają, by zobaczyć oryginalne bramy stoczni, podziemne ulotki, transparenty strajkowe, słynny długopis z podobizną papieża.
Ale dziedzictwo Solidarności wykracza daleko poza mury muzeum. Ruch ten dowiódł kilku fundamentalnych prawd, które brzmią aktualnie do dziś.
Po pierwsze, że nieprzemocowy opór może obalić najpotężniejsze reżimy. Solidarność nigdy nie sięgnęła po broń. Jej siłą była liczebność, solidarność — słowo nie jest przypadkowe — i przekonanie moralne. Ta lekcja zainspirowała ruchy wyzwoleńcze na całym świecie, od RPA po Birmę.
Po drugie, że zmiana może przyjść z dołu. To nie dyplomaci, generałowie ani politycy obalili komunizm w Europie. To robotnicy, intelektualiści, kapłani, studenci, zwykli ludzie, którzy odmówili dalszego życia w kłamstwie. Wśród nich znalazło się także wiele kobiet, których wkład w historię Polski opisujemy w artykule o sławnych Polkach w historii, kulturze i polityce.
Po trzecie, że historia nie jest nigdy z góry przesądzona. W 1980 roku blok sowiecki wydawał się niewzruszony. Dwa supermocarstwa dzieliły się światem i nic nie zdawało się mogącym zmienić tego zamrożonego porządku. Dziesięć lat później wszystko się zmieniło. XX wiek nauczył nas, że imperia, które wydają się wieczne, mogą runąć w oka mgnieniu.
Lech Wałęsa, laureat Pokojowej Nagrody Nobla w 1983 roku i pierwszy prezydent wolnej Polski w 1990 roku, podsumował tę lekcję z charakterystyczną dla siebie prostotą: „Udowodniliśmy, że zwykli ludzie mogą dokonywać niezwykłych rzeczy.”
Polska zmieniła świat. I uczyniła to słowami, odwagą i długopisem z podobizną papieża.
Bon à savoir — W sierpniu 1980 roku wąsaty elektryk wspina się na mur stoczni w Gdańsku.
Récapitulatif en bref
| Question | Réponse en bref |
|---|---|
| Czym była Solidarność ? | Solidarność to niezależny związek zawodowy założony 17 września 1980 roku w Stoczni im. Lenina w Gdańsku. Pierwszy wolny związek zawodowy w… |
| Kim był Lech Wałęsa ? | Lech Wałęsa był elektrykiem gdańskiej stoczni, który stał się liderem Solidarności. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla w 1983 roku, został… |
| Jaki jest związek między Solidarnością a upadkiem Muru Berlińskiego ? | Solidarność udowodniła, że możliwy jest pokojowy opór wobec systemu sowieckiego. Porozumienia Okrągłego Stołu w 1989 roku i pierwsze… |
Points clés à retenir
- Solidarność to niezależny związek zawodowy założony 17 września 1980 roku w Stoczni im.
- Lech Wałęsa był elektrykiem gdańskiej stoczni, który stał się liderem Solidarności.
- Solidarność udowodniła, że możliwy jest pokojowy opór wobec systemu sowieckiego.